Mam klienta, lidera, z którym znamy się od lat. Pamiętam, jak kilka lat temu jego zespół działał jak dobrze naoliwiona maszyna. Projekty wpadały regularnie, klienci wracali po więcej.
Dziś rzeczywistość wygląda inaczej. AI zmienia sposób pracy. Klienci ostrożniej wydają budżety. Sprzedaż w jego branży stała się trudniejsza i bardziej wymagająca emocjonalnie.
Podczas jednej z naszych rozmów powiedział mi: “Czuję, że ludzie są zmęczeni. Nie chcę dokładać im presji. Chcę im pomóc przez to przejść”. To jest dla mnie jeden z ważnych przejawów servant leadership.
Servant leadership – czym naprawdę jest
Bo servant leadership nie polega na byciu “miłym szefem”. Polega m.in. na tworzeniu warunków, w których ludzie mogą się rozwijać, brać odpowiedzialność i przechodzić przez zmianę.
Ten lider nie zaczął od nowych KPI. Nie wszedł w mikrozarządzanie. Nie próbował udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Zaczął od rozmowy. Od słuchania. Od nazywania rzeczy po imieniu. Od wspólnego poszukiwania rozwiązań.
Czego potrzebują dzisiejsze zespoły
To ma znaczenie także dla kreatywności i zdolności poszukiwania rozwiązań. Kiedy człowiek doświadcza silnego lub długotrwałego stresu, może spadać elastyczność poznawcza – trudniej wtedy spojrzeć na sytuację z różnych perspektyw i szukać nowych rozwiązań. Dlatego bezpieczeństwo psychologiczne i możliwość obniżenia nadmiernego pobudzenia nie są “miłym dodatkiem” do pracy zespołu. Tworzą warunki, w których ludzie mogą swobodniej myśleć, eksperymentować i wnosić własne pomysły.
Dzisiejsze zespoły nie potrzebują perfekcyjnych liderów. Potrzebują ludzi, którzy potrafią budować bezpieczeństwo psychologiczne, wspierają rozwój kompetencji przyszłości, pomagają odnaleźć sens w zmianie i nie zarządzają strachem.
W czasach AI i ogromnej niepewności jedną z najważniejszych przewag lidera nie będzie większa kontrola. Będzie nią zaufanie.
Kiedy rynek się chwieje, ludziom łatwiej przechodzić przez zmianę, jeśli nie mają poczucia, że są w niej sami.